-Zobacz - zaczęła Annie wskazując kolejno na każdego z chłopaków - To jest Drew, to Wesley, a to mój ulubieniec, Keaton!
Wesley. A więc tak brzmiało imię tego, który wyróżniał się w moich oczach.
-Cześć wszystkim!- krzyknął Drew - Jak się bawicie, Huntington Beach?
Jedyną odpowiedzią jaką dostał, był wiwatujący tłum, ale to sprawiło, że na jego twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech.
-Myślę, że jesteście gotowi się zabawić w naszym stylu!- głos Wesleya rozniósł się echem po całej sali aż w końcu przeszły mnie dreszcze i poczułam jakbym słyszała głos anioła.
Po udanym występie, oczywiście chłopacy nie mogli przepuścić tego, że są w Kalifornii i zaczęli pić jakby byli normalnymi ludźmi, nie jakimiś sławami. Ja prawie nie opuszczałam stolika, przy którym siedziałam całą wieczność. W końcu czas stanął kiedy zobaczyłam zbliżającego się do mnie Wesleya. Z początku pomyślałam "nie, to nie może być prawdziwe", ale wtedy usiadł obok mnie:
-Cześć, jestem Wes, a Ty?- wyciągnął dłoń w moim kierunku
-Camilla - uśmiechnęłam się najładniej jak mogłam i przywitałam się grzecznie
-Śliczne imię, a właścicielka jeszcze ładniejsza - zachichotał tak idealnie i lekko przymknął oczy
-Ahh ten kalifornijski podryw
-Staram się jak mogę, żeby zwrócić na siebie Twoją uwagę
-Nie sądzisz, że to ja powinnam o to ubiegać?
-Nie musisz. Zdobyłabyś moje serce bez najmniejszego problemu.
Tak, dosłownie czuję jak moje policzki robią się czerwone jak truskawki. I nagle, byłam pewna, że to przeze mnie jego jaśniutka koszulka miała na sobie niebieskie i pomarańczowe plamy po drinku. -O rety! To moja wina! Przepraszam! Nie chciałam! Pomogę Ci to sprać! Daj koszulkę! Albo nie! Nie dawaj! Albo.. -przerwałam panikowanie, kiedy tylko zauważyłam, że Wes chichocze -Co?
-Jesteś taka śmieszna, kiedy się denerwujesz.
-Nie jestem śmieszna
-To komplement
-Chodźmy do łazienki - wstałam od stolika
-Jedźmy do mnie
-Co?! - spojrzałam na niego jak na idiotę
-Myślałem, że rzucamy przypadkowe propozycje - uśmiechnął się chytrze
-Myślałam, że zależy Ci na chodzeniu w czystych koszulkach.
-Chodź
-Gdzie?
-Chodź!
-Ale Annie...
-Jest w dobrych rękach
Spojrzałam w stronę bawiącej się cały wieczór na parkiecie przyjaciółki. Co dziwne, tańczyła z Keatonem. Wyglądali jakby znali się bardzo dobrze, w dodatku od dawna.
-Idziesz czy nie?- poganiał mnie Wes
-Tak, już idę.
Wychodząc z klubu nie miałam pojęcia gdzie idziemy. Wes zaprowadził mnie na parking i już miał wsiadać do, prawdopodobnie, swojego auta, kiedy zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem.
-Oszalałeś?- krzyknęłam
-Nie, czemu?
-Ile wypiłeś?
-Dwa drinki
-Chyba przy moim stoliku! Chlałeś z Drew okrągłe dwie godziny, jak nie więcej! Nie pozwolę Ci usiąść za kierownicą! To zagrożenie życia także dla mnie, a Kalifornia bardzo mi się podoba i chcę tutaj jeszcze pożyć!
-Camilla.. -rozpłynęłam się; moje imię w jego ustach wypełnione jego głosem brzmiało tak delikatnie, bezpiecznie -Umiem prowadzić. Poza tym nie wypiłem dużo. -Spojrzałam na niego kpiąco - Zamówmy taksówkę. -powiedział w końcu zrezygnowany.
-Ok, mi pasuje.
Miał duże, piękne mieszkanie. Podejrzewam, że mieszkał z Drew, bo na ścianie widniały nieestetyczne, wypisane markerem słowa:"Drew i Wes tu byli". To chyba nie do końca zachowanie pasujące do dorosłych, dwudziestoletnich chłopaków. No cóż..
-Rozgość się - dobiegł mnie głos Wesleya
Kiedy odwróciłam się, żeby mu coś odpowiedzieć, zobaczyłam jak zdejmuje poplamioną koszulkę ukazując przez to swoje idealne ciało. Byłam wpatrzona w niego jak w obrazek, co chyba go bawiło.
-To tylko siłownia cztery razy w tygodniu - zwrócił mi w końcu uwagę, próbując ukryć swój chytry uśmieszek
-Super, że.. ćwiczysz. To takie.. zdrowe! - i d i o t k a
Wesley uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie. Oblizał usta i zaczął stawiać w moją stronę zdecydowane kroki. Instynktownie odsunęłam się do tyłu, ale na mojej drodze stanęła ściana, do której przywarłam. Kiedy tylko Wesley się zbliżył (a dzieliło nas kilka centymetrów) nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Brązowe tęczówki lśniły w blasku nocy, a do pokoju, w którym się znajdowaliśmy przebijało się nieudolnie światło księżyca poprzez ogromne okno. Wesley objął mnie delikatnie w talii jedną ręką, a drugą starannie odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy. Kompletnie straciłam panowanie nad swoim ciałem. Dłonie powędrowały na jego klatkę piersiową i szyję, oczy szukały sensu tej sytuacji w jego spojrzeniu, a nogi żyły własnym życiem. Cud, że nie wylądowałam przez to na ziemi. Ale silne ramiona chłopaka trzymały mnie ostrożnie, lecz zdecydowanie. Nagle uśmiechnął się lekko i połączył nasze usta czułym pocałunkiem.
-Dzisiaj nie masz chłopaka! Dzisiaj idziemy do klubu i się zabawimy!
-Dzisiaj nie masz chłopaka! Dzisiaj idziemy do klubu i się zabawimy!
HAHAHAHA <3 BOŻE JAKIE GENIALNE !! NAJLEPSZE TO :
OdpowiedzUsuń-Chodźmy do łazienki - wstałam od stolika
-Jedźmy do mnie
A KOŃCÓWKA TO TAKA FSWEFGBHNMKITRCGHASCV BGSSDG *.*
DAWAJ NEXTA SZYBKO I WENY ŻYCZĘ <3